Zaciskam zęby, a moje dłonie zwijają się w pięści po bokach. Moje spojrzenie wwierca się w nią, ale w niczym nie pomaga zetrzeć tego pieprzonego uśmiechu z twarzy Juliett. Jeśli już, wydaje się on tylko ją zachęcać, bo staje się jeszcze szerszy.
– Czyż to nie dziedziczka rodu Ashthorne – cedzi Lilly, krzyżując ramiona na piersi.
Uśmiech Juliett znika w chwili, gdy odwraca się do niej. – A czy to n






