Po rozłączeniu się przechodzę do salonu i zasypiam na kanapie.
Budzi mnie ciche kliknięcie zamka w drzwiach apartamentu i słaby szelest ruchu.
Przez chwilę myślę, że mi się to przewidziało, ale potem słyszę zrzucanie szpilek i bardzo zadowolone westchnienie.
Przewracam się na bok i mrużę oczy, patrząc na zegar; widzę, że za kilka minut jedenasta.
– Żyjesz – mamroczę. – To dobrze.
Lilly się śmieje,






