Lilly jest już w moim pokoju, kiedy wychodzę z łazienki, a para wciąż unosi się na mojej skórze.
Przysiadła na brzegu mojego łóżka w czerwonej, jedwabnej sukience ze skrzyżowanymi nogami. W jednej ręce trzyma telefon, a w drugiej kieliszek szampana; przewija maile, jakby wcale nie wybierała się na jedną z najbardziej ekskluzywnych gal charytatywnych w Paryżu.
– Trwało to wieki – rzuca, nie podnosz






