Powietrze wydaje się dzisiaj zimniejsze, a każdy wdech męczący, jakbym musiała przypominać swojemu ciału, jak to się robi.
Tak jak wczoraj, idę obok mojej prawniczki, a moje kroki stają się cięższe, im bardziej zbliżamy się do sali rozpraw. Jakby wyczuwając mój niepokój, Lilly trzyma dłoń tuż przy moich plecach, jakby bała się, że się przewrócę, jeśli mnie puści.
Żołądek mam ściśnięty, a narastają






