Sanya.
Hotel Banyan Tree.
– Zrelaksuj się – szepnął mężczyzna w jasnym smokingu, nachylając się kokieteryjnie w stronę ucha kobiety.
Kobieta lekko się cofnęła. Choć był to odruch mimowolny, nie uszedł uwadze mężczyzny.
W mgnieniu oka odsunął się o dwa kroki z iście dżentelmeńską gracją. Zaśmiał się lekko. – Jane, jesteś zbyt spięta.
Zacisnęła dłonie, czując lepkość na ich wewnętrznej stronie.






