Punkt widzenia Luki
Ogień, który błysnął mi przed oczami, był niepodobny do niczego, czego kiedykolwiek doświadczyłem, a obraz tuż przede mną był tego przyczyną.
To był Ryan, kołyszący Sofię w ramionach.
Natychmiast cofnąłem się myślami, przypominając sobie, że on tylko wykonywał swoją pracę, że tylko ją chronił, sądząc po nieprzytomnym ciele leżącym kilka stóp od nich.
Ale mimo to zaborcza część






