**SANDY**
Przełykając ostatni kęs wyśmienitego sernika, który podał mi Wrench-Rudy-czy-jak-mu-tam (kto by w ogóle wiedział, jak go teraz nazywać) po wywołaniu mnie z sypialni, abym dołączyła do niego w kuchni, pozwalam wreszcie, by długo powstrzymywany jęk, który chowałam w gardle przez całe to *karmienie*, wyrwał się z moich ust. Mówię *karmienie*, bo dokładnie tym to było. *Rudy* przez ostatnie






