Alyssa
Dom, do którego docieramy po kilku godzinach, wygląda... normalnie.
Żadna tam opuszczona, waląca się rudera, jak sobie wyobrażałam. Bez powybijanych okien. Bez graffiti. Bez drzwi wejściowych dyndających na zawiasach.
Ot, mały, poszarzały dom schowany w lesie, z popękanym podjazdem pochłoniętym przez chwasty, werandą okalającą budynek, która trochę się ugina, ale wciąż dzielnie się trzyma.






