Alyssa
Zaledwie kilometr czy dwa od miejsca spotkania, War zjeżdża z drogi i gasi światła.
Świat znika w czerni.
Żadnych latarni. Żadnych domów. Tylko niespokojny szelest wiatru w drzewach i ciche tykanie stygnącego silnika.
Nie odzywa się ani słowem.
Po prostu wskazuje brodą na drzwi pasażera.
Wyjmuję broń, wysiadam i idę za Warem na tył samochodu. Żwir cicho chrzęści pod moimi butami. Otwiera ty






