Zaniepokojona, Sophia tupała nogami z irytacji.
Komary obsiadły ją, kąsając niemiłosiernie, bo nikt nie kwapił się, by otworzyć drzwi.
Swędzące bąble pokryły jej nogi, a gniew narastał z każdym tupnięciem. Pukanie do drzwi stawało się coraz głośniejsze, coraz bardziej natarczywe. W przypływie złości o mało nie wyważyła ich barkiem.
„Wyłaź! Coś się kroi. Mówię poważnie!” – krzyknęła, a łzy kotłował






