Gdy do pokoju weszły cztery postacie w białych kitlach laboratoryjnych, niosąc pudła przypominające zaopatrzenie medyczne, ostry, duszący zapach chemikaliów z każdym krokiem stawał się nie do zniesienia.
– To ten? – zapytał mężczyzna na czele, ubrany w nieskazitelnie biały fartuch.
Agent, bez cienia wahania, rzucił się naprzód i wskazał na Francisa. – To on. Wszystkie dane się zgadzają. Możemy zac






