A teraz Percival siedział w samochodzie, jakby nigdy nie przestąpił progu Bennett Villi.
– Skończyłeś? – wzrok Odalys spoczął na nim, obserwując, jak powoli otwiera oczy, a jego przeszywające spojrzenie omiata ją. Wyciągnął rękę i chwycił ją za nadgarstek, pomagając jej wsiąść do auta.
Odalys usiadła obok, z uśmiechem igrającym w kącikach ust.
– Dobrze się czujesz? – Percival uniósł brew.
Uśmiech






