Jakże gorzką ironią losu było to, co ich spotkało.
– Dobrze, posłucham cię – wymamrotał Callum, ledwo skinąwszy głową.
Gdy tylko wyszli na zewnątrz, powietrze przeszył nagły, rozdzierający grzmot. Niebo nad nimi spowiły wirujące, czarne chmury, rzucając złowieszczy mrok na całą Stewart Villa.
– Co tu się, u diabła, dzieje? – Ochroniarze na dole byli równie oszołomieni.
Orson i Callum rzucili się w






