Odalys urwała w pół słowa i uniosła wzrok ku potężnemu drzewu. Pod nim panowała nieprzenikniona czerń, zbyt gęsta, by cokolwiek dostrzec. Zastanawiała się, czy ta ciemność to sprawka złowrogiej, ciążącej energii, czy też gęstwiny liści, które odcinały dopływ księżycowej poświaty.
– Co się stało? – Percival wyczuł jej zawahanie.
Tej nocy widok ojca nie przyniósł mu ukojenia ani radości. Dostrzegłsz






