Blossom, przerażona, zerwała się na równe nogi i czym prędzej podbiegła do Oswalda. Objęła go od tyłu, delikatnie spychając z powrotem na łóżko. Z paniką kręciła głową, ale milczała, zbyt wystraszona, by wydobyć z siebie słowo.
– Ugh... ugh... – Oswald szarpał się w jej uścisku.
Nagle Blossom zebrała w sobie siłę, uniosła rękę i uderzyła go w kark. Cios pozbawił go przytomności. Zdumiona wpatrywał






