Piękno i spokój lasu zniknęły w mgnieniu oka, a wewnętrzny spokój, którego Kharys szukała, wychodząc tutaj, okazał się daremny.
Chłodny, nocny wiatr, który muskał jej policzek, wydał się teraz przeszywający i gryzący. Kharys czuła chłód aż do szpiku kości i nie była pewna, czy to naprawdę nocny wiatr, czy tylko jej umysł płatał jej figle.
Cole, posłaniec, spojrzał na zrozpaczoną minę Kharys i bó






