W słabo oświetlonym pokoju wyraz twarzy Granta stwardniał w lodowate, posępne spojrzenie. Mimo to zachowywał spokój, nie był ani arogancki, ani potulny, jego oczy wpatrywały się w Lucasa równie nieruchomo, jak spokojna powierzchnia martwego stawu, który od wieków pozostawał nietknięty.
Ich spojrzenia się spotkały, a brew Lucasa gwałtownie zadrżała. Chłód wpełzł mu na kark, wywołując gęsią skórkę n






