Grant siedział na parapecie z zamkniętymi oczami, rozkoszując się jasnym i ciepłym słońcem.
Jego jasne, szlachetne rysy i mocno zarysowana szczęka dodawały mu czarującego uroku. Gdyby Bella nie znała jego prawdziwej natury, ona również mogłaby dać się mu całkowicie zwieść.
– Prezydencie Salvadorze. – Bella podeszła do niego.
Grant powoli otworzył oczy, uniósł brodę i łagodnie spotkał się z jej wzr






