Andrew całkowicie zignorował Lunę.
Teraz, gdy Maurice nie stanowił już zagrożenia, mocno przycisnął obie dłonie do pleców Victorii. Energia z jego rdzenia wezbrała lekkomyślnie, przelewając się w nią bez żadnych zahamowań.
W ułamku sekundy ciało Victorii drgnęło, a z jej pleców uniosły się gęste kłęby pary.
Głos Luny był ostry od gniewu. "Andrew, co ty robisz? Nie boisz się, że przekroczysz punkt






