languageJęzyk

Rozdział 0004

Autor: Katarzyna Lewandowski25 lis 2025

Kolejka nie była długa, więc udało mi się dość szybko wziąć tacę i znaleźć miejsce. Stołówka była jak wszystkie inne. Każda wataha siedziała we własnym kącie, a ludzie wypełniali resztę.

– Ice! – zawołał Jacob i machnął ręką, przywołując mnie.

– Dziewczyno, nie wyglądasz tak źle – powiedziała Emmy, patrząc na moją wargę.

– Bywało gorzej. – Wzruszyłam ramionami. Czułam się tu z nimi wszystkimi bezpiecznie. Moi osobiści ochroniarze.

– Rozmawiałaś z tatą? – zapytał Colt.

– Trochę, zanim wszedł Andrew.

– Jaką dał ci karę? – zapytała Emmy, wyglądając na zdenerwowaną.

– Żadnej... na razie. – Hamburger smakował mdło, ale cieszyłam się z jedzenia. Rozmowa zeszła na inne tory, a moje myśli powędrowały do wszystkich rzeczy, które musiałam zrobić.

– Kris, wchodzisz w to? – zapytał Ace, wyrywając mnie z zamyślenia.

– W co?

– Idziemy jutro do klubu. – Dzisiaj był piątek, a zazwyczaj wychodzimy w soboty.

– Nie mam sukienki. Ciągle wylewacie na nie drinki! – Zmrużyłam na nich oczy.

– Możemy iść dziś wieczorem na zakupy! – Emmy klasnęła w dłonie.

– Nie mogę, mam tatuaż do zrobienia.

– Spoko, pójdę za nas dwie. Znam twój rozmiar!

– Nie waż się kupić mi nic różowego – ostrzegłam, celując w nią nożem.

Wszyscy się zaśmiali i poczułam, że faktycznie trochę się rozluźniam. Wychodzenie zawsze pomagało mi się zrelaksować i ignorować problemy.

Zbyt szybko lunch się skończył. Wstając, opróżniłam tacę i poszłam na następną lekcję. Żadnego z moich przyjaciół nie było w moich klasach. Więc zawsze siedziałam sama.

To była rachunkowość na poziomie college'u. W sumie tylko trzech innych uczniów kwalifikowało się, żeby tu być. Do dzisiaj.

Alec wszedł dokładnie w momencie, gdy usiadłam, z Jasperem w towarzystwie. Ponieważ do zajęć zostało jeszcze kilka minut, usiedli obok mnie.

– Jesteś we wszystkich zaawansowanych klasach? – zapytał Alec.

– Tak.

– Dlaczego ta? – naciskał.

– Mam własny salon, a ty pytasz, dlaczego jestem na rachunkowości? – Uniosłam brew, patrząc na niego.

– Co ci się stało w wargę? – zapytał Jasper.

Oczy Aleca natychmiast na nią powędrowały i gniew w jego spojrzeniu był wyraźny. – Nic.

– A w twoje knykcie? – drążył Jasper.

– Zaczynajmy! – Pan Engle zaczął mówić, ratując mnie przed odpowiedzią.

– Zanim zaczniemy, panno Kris, czy mogę na panią liczyć w tym roku? – zapytał mnie.

– Jest na mojej liście rzeczy do zrobienia – potwierdziłam.

Poczułam, jak Alec rzuca mi boczne spojrzenie, ale poza tym zostawili mnie w spokoju. Na szczęście, kiedy lekcja się skończyła, nauczyciel chciał porozmawiać z Alecem, więc udało mi się wymknąć niezauważenie.

To znaczy do 16:00, kiedy będzie w moim salonie. Czyli za trzydzieści minut.

Aktualnie siedziałam na krześle przy recepcji. Musiałam wziąć jego rysunek i przenieść go na kalkę. Chłopaki jeszcze się nie pojawili, ani mój tata.

Właśnie go drukowałam, kiedy otworzyły się drzwi. – Cześć.

Alec i Jasper weszli frontowymi drzwiami. Nie czułam się przy nich nieswojo. Może powinnam, ale nie czułam.

– Hej, skorzystajcie z łazienki, jak musicie. Masz papiery i pieniądze?

– Tutaj. – Alec położył papiery i gotówkę na biurku.

– Idealnie. – Wyjmując dokumenty, przejrzałam je, żeby upewnić się, że jego podpis jest tam, gdzie trzeba.

Alec poszedł do toalety. – To miejsce jest twoje? – zapytał Jasper, gdy kończyłam liczyć pieniądze.

– Tak. To wszystko moje prace. – Jasper przeglądał mój album.

– Imponujące.

Drzwi się otworzyły i weszli chłopcy. – Colt, to jest Jasper, przyszły Beta Aleca. Jasper, to mój bliźniak Colt. Jesteśmy dziećmi Alfy Briana. A to przyszły Beta Ace i Gamma Jacob. – Jasper uścisnął im dłonie, gdy Alec wrócił.

– Colt. – Alec przywitał się i ponownie uścisnął im dłonie.

– Gotowy? – zapytałam Aleca.

– Ta.

– Zdejmij koszulkę i połóż się na brzuchu. – Zrobił, jak prosiłam, a ja zaczęłam otwierać narzędzia.

– Jak wam się tu na razie podoba? – Colt próbował prowadzić luźną rozmowę.

– Inaczej, ale fajnie – powiedział Jasper.

– Wszyscy wyglądacie, jakbyście mieli kije w tyłkach, wyluzujcie i usiądźcie. – Zmierzyłam wzrokiem całą czwórkę. Alec prychnął, ale jego głowa była w otworze.

Biorąc szablon, ustawiłam go i docisnęłam. Powoli odklejając, upewniłam się, że wygląda na wyśrodkowany. – Idź sprawdź w lustrze, czy ci się podoba.

Alec wstał i podszedł do luster 360 stopni, które zamontowałam. Cholera, jego ciało było cholernie seksowne. Jego mięśnie były idealnie ukształtowane.

– Wygląda dobrze.

Położył się z powrotem, a ja zabrałam się do pracy. Trzeba mu przyznać, że ledwo drgnął, gdy zaczęłam.

– Ice, dostałaś maile od nauczycieli? – zapytał mnie Colt.

– Tak, dwoje z nich nawet pytało mnie na lekcji.

– Tak, o co z tym chodziło? – zapytał Jasper.

Ledwo na niego zerknęłam. – Panna Idealna tutaj jest odpowiedzialna za organizowanie szkolnych wydarzeń od pięciu lat. – Jacob zawsze był zgorzkniały, że jestem mądrzejsza od niego. On też był głupio mądry, ale nie tak jak ja.

– Pięć lat? Jesteś dopiero w ostatniej klasie. – Jasper był zdezorientowany.

– To naprawdę nic wielkiego. Byłam świetna w szkole, więc przejęłam wydarzenia. Nie planuję wszystkiego, ale większość. Mam asystentów, którzy odwalają czarną robotę. Ja piszę testy, robię konkursy ortograficzne, bal maturalny. Plus nasz wiec na koniec roku szkolnego. – Wzruszyłam ramionami. To naprawdę polegało na tym, że mówiłam garstce uczniów, co mają robić.

– Robisz to od ósmej klasy? – zapytał Alec.

– Tak. Jeden z moich wielu talentów. W każdym razie. Za miesiąc jest konkurs ortograficzny, do którego musiałam wybrać słowa, i zbliża się bal.

– Ice, musimy się zbierać, wszystko okej? – zapytał Colt przez więź.

– Tak, spoko – odpowiedziałam.

Wszyscy wstali. – Do zobaczenia na kolacji. – Colt pomachał na pożegnanie, zanim wyszedł. Ace rzucił mi ostatnie spojrzenie, zanim też się zmył.

– To twój chłopak? – Jasper uśmiechnął się złośliwie.

– Nie. Znam tych wszystkich facetów od urodzenia. Właściwie nasze urodziny są w odstępie tygodnia od siebie.

– Więc, jak mądra jesteś? – wtrącił się Jasper.

– Słucham? – Posłałam mu spojrzenie mówiące, jak głupi jest, że o to pyta.

– Jesteś we wszystkich zaawansowanych klasach i robisz całą tę robotę...

– Jestem tajemniczą kobietą. – Drzwi się otworzyły i wszedł mój tata. – Cześć, tato.

Jasper natychmiast wstał, a Alec wykonał ruch, by zrobić to samo. – Zostańcie na miejscach. – Tata machnął na Aleca. Opuścił się z powrotem, ale jego ciało było sztywne. Tata uścisnął dłoń Jaspera.

– Miło mi poznać, Alfo Brianie. – Postawa Jaspera się zmieniła.

– Spokojnie, chłopcy. Przyszedłem tylko sprawdzić co u mojej córki. – Tata podszedł i spojrzał na moją pracę. – Niezły kawałek. Kto go narysował?

– Ja, proszę pana – powiedział Alec z głową zwróconą w bok.

– Ile jeszcze będziesz dziś pracować?

– Nie jestem pewna. Chciałabym skończyć wszystkie kontury, zanim skończymy. – Miałam już większość. – Może trochę cieniowania, zależnie od jego poziomu bólu.

– Okej. Przyniosłem ci kolację. – Tata podniósł torbę i postawił ją na moim biurku.

– Dzięki – powiedziałam i pracowałam dalej.

– Nie martw się przychodzeniem do mojego gabinetu. – Zatrzymałam się i spojrzałam w górę. Serio? Żadnej kary? – Nie powinienem musieć wam mówić, chłopcy, żebyście okazywali szacunek.

– Nie, proszę pana – odpowiedział Jasper. Tata skinął głową i wyszedł.

– Mogę zamówić pizzę z dostawą tutaj? – zapytał Jasper.

– Jasne, adres jest na mojej wizytówce, ale wyjdź na zewnątrz zamówić. Tutaj jest gówniany zasięg. – Jasper skinął głową, biorąc wizytówkę, i wyszedł na zewnątrz.

Jak tylko zniknął, Alec obrócił się na bok i dotknął mojej wargi. To było jednocześnie seksualne i pełne troski. – Kto to zrobił?

Nie zamierzałam wywlekać rodzinnych dramatów. – Nic, czym musiałbyś się martwić.

– Popytałem i dowiedziałem się o twojej reputacji. – Uniosłam brew. – Plotka głosi, że ojciec cię bije.

To szczerze mnie zaskoczyło. Do tego stopnia, że szczęka mi opadła. – Mój tata nigdy nie podniósł na mnie ręki w ten sposób. – Powiedziałam to z takim przekonaniem, że Alec musiał mi uwierzyć.

– Zatem twoja mama?

– Ona nie jest moją mamą. Moja mama zmarła, gdy byłam mała. – Chwytając jego ramię, spróbowałam go położyć. Odmówił.

– Potrzebujesz pomocy?

– Nic mi nie jest. W razie gdybyś nie zauważył, mój brat i jego ekipa są wystarczająco opiekuńczy.

Alec położył się po tym. – To zauważyłem. Więc, jesteś z Ace'em?

– Jak powiedziałam, nie, ale nie wiem, dlaczego cię to obchodzi.

– Po prostu lubię się upewnić, że nie wchodzę nikomu w drogę.

– Czy Angela nie jest twoją dziewczyną?

– Chciałaby być, ale ja tego nie chcę – mruknął Alec.

– Więc pozwalasz dziewczynom na sobie wisieć? Musisz lubić się bawić. Niech zgadnę, nowy smak co tydzień? – powiedziałam nieporuszona.

– Właściwie nie. Jestem bardzo wybredny w kwestii tego, kogo zabieram na randki.

– Ile masz lat?

– Skończyłem 18 w zeszłym miesiącu.

– Jeszcze bez przeznaczonej?

– Nie. Wciąż szukam.

– Czyżby? Brzmi, jakbyś był zajęty szkoleniem.

– To ostatnie szkolenie jest tylko na tydzień, a potem wracam do domu na dobre. – Jasper wszedł z powrotem.

– Pizza zamówiona. O czym gadacie?

– Kiedy są twoje 18. urodziny?

– Właściwie jutro.

– O, wszystkiego najlepszego z wyprzedzeniem.

– Dzięki, wciąż próbujemy zdecydować, co będziemy robić.

Dokładnie w tym momencie weszła Emmy. – Patrz, co ci kupiłam! – Podniosła najbardziej skąpą sukienkę w kolorze gumy balonowej, jaką kiedykolwiek widziałam. Alec odwrócił się, żeby spojrzeć, a oczy Jaspera prawie wyskoczyły z orbit.

– Chyba żartujesz. Nie założę tego!

– Ha! Właśnie takiej reakcji chciałam. Nie, to moja sukienka. Ta jest twoja. – Podniosła czarną sukienkę. Głęboki dekolt z wycięciami po bokach. Wyglądało na to, że kończy się tuż pod tyłkiem.

– Znacznie lepiej – zaakceptowałam.

– Gdzie się wybieracie, panie, w tych sukienkach? – zapytał Jasper. Może to on jest playboyem w tej grupie.

– Do klubu. Właściwie zmieniłam zdanie, chcę iść też dzisiaj. – Emmy wypięła biodro i położyła na nim rękę, jakby mówiła "spróbuj dyskutować".

– Okej. – Wzruszyłam ramionami.

– Serio, tak po prostu?

– Nie dostałam kary, więc tak, idziemy.

– Poważnie? – Emmy wyglądała na zszokowaną.

– Kary za co? – zapytał Jasper, mrużąc oczy.

– Uderzyła swoją...

– Emmy! Zamknij się! – krzyknęłam.

– Powiedz mi. – Jasper podszedł do Emmy, chwycił ją delikatnie za brodę i kazał jej na siebie spojrzeć.

Była bezsilna w tym momencie. – Lunę Ann.

– Ja pierdolę! Nie zrobiłaś tego! – zapytał zszokowany Jasper.

– Ona uderzyła mnie pierwsza – mruknęłam, wznawiając pracę.

Alec położył dłoń na moim kolanie i ścisnął je. Jego kciuk pocierał moje udo. To wszystko działo się za stołem, więc Jasper i Emmy nie mogli tego widzieć.

– Pizza jest! – Jasper wyszedł na zewnątrz, żeby ją odebrać. Emmy poszła do łazienki. Gdy Jasper wrócił, dziwnie spojrzał na drzwi łazienki.

– Co jest nie tak? – zapytałam. Alec uniósł się i spojrzał na Jaspera.

– Stary, co jest?

– Ile lat ma Emmy?

– Ma 18 lat.

Zmarszczył brwi i odstawił pizzę. – Stary? – powiedział znowu Alec.

– Myślę, że ona może być moją przeznaczoną. – Alec i ja spojrzeliśmy na siebie.

– Dlaczego tak mówisz? – zapytałam.

– Po prostu mam takie przeczucie. Alec, myślę, że wychodzimy dziś wieczorem.

Alec spojrzał na mnie i z powrotem na niego. – O kurwa.

– Dziewczyno, przyniosłam kosmetyki, więc możemy się tu przygotować i nie wracać do domu watahy. – Emmy wystawiła głowę.

– Zadzwoniłaś do Colta i mu powiedziałaś? – zapytałam.

– Tak, spotykają się z nami, bo mamy motocykle, a to nie idzie w parze z tymi sukienkami.

– Przyniosłaś mi buty?

– Mam wszystko, mała.

Otworzyłam więź mentalną z tatą. – Wychodzimy dziś wieczorem.

– Tak mówił Colt. Trzymaj się z nim, bądź bezpieczna.

– Dzięki, tato – powiedziałam i ucięłam połączenie.

Mi nastroju poprawił się diametralnie. – Jak twój poziom bólu?

– Jesteś w punkcie, w którym można przerwać?

– Prawie. Pozwól mi skończyć tę część i możemy kończyć. – Pracowałam nad górną częścią jego barków, więc mój stołek sprawiał, że jego głowa znajdowała się między moimi udami.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 0004 - Znakowana Luna | StoriesNook