Kiedy wczoraj wieczorem wróciliśmy do domu, dzieci już spały, dopiero co nakarmione. Każde było w swoim pokoju, ciasno otulone w pieluszki i wyglądały tak spokojnie.
Prawie czułam się winna, że kładziemy się do łóżka i śpimy kilka godzin, zanim znowu się obudzą i zaczną wszystkiego wymagać. Dwa razy wstawaliśmy, żeby zająć się dziećmi, zanim znowu odmówiły zaśnięcia. Dopiero kiedy włożyliśmy wszys






