GABRIELLA
Nie przestałyśmy biec, dopóki odgłosy drogi nie ucichły zupełnie.
Gałęzie drapały mnie po ramionach. Suche liście trzaskały pod moimi butami. Powietrze pachniało wilgotną ziemią i czymś dzikim, czymś nietkniętym przez świat, z którego właśnie uciekłyśmy. Oddech Isabelli był rwany i drżący przy moim ramieniu, jej palce kurczowo wczepiły się w moją kurtkę, jakby bała się, że zniknę, jeśl






