Z perspektywy Kaidana
– Nie będę wybierał.
Głos Kellana niósł w sobie więcej siły, niż myślałem, że ranny mężczyzna byłby w stanie z siebie wykrzesać.
Podciągnął się odrobinę wyżej, krzywiąc się z wysiłku, ale nie pozwalając, by pojawiło się to na jego twarzy. Jego oczy wbiły się w moje.
– Chcę obu tych rzeczy – kontynuował. – Pokoju dla mojego ludu i Cassidy dla siebie. Nie zamierzam rezygnować






