languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Moreau 5 cze 2026

Evelina

Jego obecność była odurzająca. Zapach wody kolońskiej Alarica otoczył mnie, niosąc nuty ciemnych przypraw i czegoś ziemistego. Puls mi przyspieszył, gdy się pochylił, a nasze twarze dzieliły zaledwie cale.

„Jesteś tu” – mruknął.

„Panie Sterling, co się dzieje?” Mój głos drżał. Położyłam dłoń na jego piersi, chcąc go odepchnąć, ale poczułam jedynie twarde mięśnie pod jego koszulą.

Ujął moją dłoń, splotły się nasze palce, i przycisnął ją z powrotem do ściany. Żar jego dotyku był niczym prąd, płynący prosto do mojego wnętrza. Mój oddech stał się płytki, a serce łomotało mi w uszach. Jego oczy były ciemne, źrenice mocno rozszerzone.

„Naprawdę tu jesteś” – szepnął chrapliwie. Omiótł wzrokiem moją twarz, zatrzymując się na ustach, a jego oddech ogrzał mój policzek.

„Czy pan... wszystko w porządku?” – wyjąkałam. Jego źrenice wydawały się większe niż zwykle, niemal pożerając błękit tęczówek. Coś było nie tak. Czy był pod wpływem narkotyków?

„Jest więcej niż w porządku”.Wtulił nos w moją szyję, muskając wargami skórę. „Jesteś idealna”.

„Myślę, że może pan potrzebować pomocy medycznej...”

Nie pozwolił mi dokończyć. Jego usta zawładnęły moimi, a świat zachwiał się w posadach. Pocałunek był gwałtowny, desperacki i pełen głodu, który odebrał mi dech. Jego wolna ręka odnalazła moją talię, przyciągając mnie do siebie. Mocno. Nieustępliwie.

Rozsądna część mojego mózgu krzyczała, bym go odepchnęła, bym wezwała pomoc. Ale potem jego język rozchylił moje wargi, a moje kolana ugięły się. Chwyciłam go za ramiona, by odzyskać równowagę, wbijając palce w szlachetny materiał jego garnituru.

Jego pocałunek stał się bardziej intensywny, sprawiając, że ledwo mogłam myśleć czy oddychać. Gdy nasze języki się splotły, z moich ust wyrwał się jęk – taki, do którego nigdy bym się nie przyznała, gdyby mnie zapytano.

Moje dłonie błądziły po jego ramionach i plecach, czując, jak twarde mięśnie napinają się pod moim dotykiem. Jego uścisk na mojej talii zacieśnił się, uniósł mnie bez wysiłku.

Zanim się obejrzałam, skierował mnie tyłem w stronę sypialni. Szliśmy niepewnie, nie przerywając pocałunku, aż tył moich kolan uderzył o ogromne łóżko. Delikatnie pchnął mnie na materac, sadowiąc się nade mną. Jego oczy były dzikie, głodne.

„Zdejmuj” – warknął, niecierpliwie szarpiąc moją bluzkę.

Szamotałam się z guzikami, a moje palce były niezdarne w swojej gorliwości. W końcu udało mi się rozpiąć materiał i zsunąć go z siebie; moje piersi niemal wylewały się z koronkowego stanika, który ledwo je podtrzymywał.

Jego spojrzenie pociemniało; pociągnął miseczki biustonosza w dół, wystawiając moje stwardniałe sutki na chłodne powietrze.

Pochylił się, biorąc jeden sutek do ust i mocno ssąc. Wygięłam się w łuk, łapiąc oddech, gdy musnął mnie zębami. Jego wolna ręka zjechała niżej, wsuwając się pod pasek moich spodni. W momencie, gdy odnalazł moją łechtaczkę przez cienki materiał majtek, przeszył mnie ostry dreszcz.

„Kurwa” – jęknęłam, wplatając palce w jego włosy i przyciskając go do swojej piersi.

Jednym gwałtownym ruchem zsunął mi spodnie i bieliznę z nóg. Chłodne powietrze uderzyło w moje mokre krocze, sprawiając, że zadrżałam. Jego dłonie rozchyliły moje uda, a palce wsunęły się w moją wilgotną gorącość, naciskając wewnątrz mnie. Krzyknęłam, a moje biodra same rwały się do jego dłoni.

„Jesteś już tak cholernie mokra” – wymruczał niemal do siebie. „Mógłbym cię wziąć tutaj i teraz”.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wycofał palce, zostawiając mnie z narastającym pragnieniem. Patrzyłam z zapartym tchem, jak szybko rozpina pasek i zamek spodni. Nie zawracał sobie głowy zdejmowaniem ubrań, ale jego potężny, twardy jak skała członek wydostał się na zewnątrz, a moje oczy rozszerzyły się na ten widok.

Wwszedł między moje nogi, ustawiając czubek penisa u mojego wejścia, drażniąc mnie jego grubością. Wierciłam się, a moje ciało krzyczało, by mnie wypełnił.

Pchnął we mnie mocno i szybko, zagłębiając się całkowicie jednym brutalnym suwem. To początkowe rozciągnięcie sprawiło, że zobaczyłam gwiazdy, ale wkrótce rozkosz przyćmiła wszystko inne. Jego członek wypełniał mnie całkowicie, trafiając w miejsca, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

Moje paznokcie wbiły się w jego plecy, gdy nadał mordercze tempo, a każde pchnięcie posyłało fale ekstazy rozchodzące się po całym ciele.

Jego usta uderzyły o moje w desperackim, miażdżącym pocałunku. Dłońmi mocno chwycił moje biodra, gdy we mnie uderzał. Nasze ciała zderzały się z mokrym odgłosem, który mieszał się z naszymi jękami i ciężkim oddechem.

„Boże, jesteś taka ciasna” – warknął, a jego oddech był gorący i rwany. „To uczucie jest kurwa niesamowite”.

Poruszaliśmy się razem, nasze ciała splotły się w pierwotnym tańcu. Czułam narastające napięcie, szczyt orgazmu był tuż-tuż. Skręcił biodra, a zmiana kąta sprawiła, że mocniej uderzył w mój punkt G. Krzyknęłam, a całe moje ciało napięło się.

„Zaraz dojdę, Alaric” – wysapałam, drapiąc go paznokciami po plecach.

Mój głos zdawał się go ponaglać, jego ruchy stały się jeszcze bardziej szaleńcze. Wbijał się we mnie z siłą, która sprawiała, że kurczowo chwytałam prześcieradło, próbując znaleźć oparcie wobec tak intensywnej rozkoszy.

„Tak, kurwa, bierz wszystko” – jęknął, a jego rytm stał się chaotyczny. „Dojdź dla mnie”.

Jego zachęta pchnęła mnie poza krawędź. Z ostatnim krzykiem rozpadłam się na kawałki, a moja wagina zacisnęła się mocno wokół jego członka, gdy zalały mnie fale orgazmu. Przetrwałam tę burzę, moje ciało drżało w konwulsjach, podczas gdy on nie przestawał mnie brać.

Wtedy właśnie, gdy mój orgazm zaczął słabnąć, usłyszałam, jak wymruczał: „Kurwa, Elowen”.

Zamarłam. W głowie mi się kołowało. Elowen?! Kim do diabła była Elowen?

Ale nie mogłam nad tym długo rozmyślać, bo on wciąż się we mnie poruszał, a jego członek pracował z dziką intensywnością. Moje przestymulowane ciało odpowiedziało mimo mojego zdezorientowania, kolejny szczyt już narastał.

„Elowen, twoja cipka jest taka cholernie ciasna”. Uderzył we mnie ostatni raz, wytryskując we mnie z gardłowym jękiem. Jego ciało drżało, a jego finał wyzwolił mój własny. Kolejny orgazm przeszedł przeze mnie, zostawiając mnie bez tchu i całą w dreszczach.

Gdy mgła rozkoszy opadła, dotarła do mnie rzeczywistość. Alaric wypowiedział imię innej kobiety, pieprząc się ze mną. On nawet nie wiedział, kim jestem.

Gdy opadł obok mnie na łóżko, ciężko oddychając, gapiłam się w sufit, a myśli galopowały mi w głowie. Kim była Elowen? Czy też dla niego pracowała, czy była tylko jedną z jego licznych zdobyczy? Ta myśl dręczyła mnie jak uporczywe swędzenie, którego nie mogłam ugasić.

Wysunęłam się spod jego ramienia, moje nogi wciąż drżały. Ciche chrapanie Alarica wypełniło sypialnię, gdy zbierałam moje rozrzucone ubrania. Oczywiście, musiał odpłynąć – typowy facet. Przynajmniej nie nazwał mnie „małą” ani innym pospolitym czułym słówkiem. Nie, zamiast tego wybrał „Elowen”.

Doczłapałam do łazienki, krzywiąc się na widok swojego odbicia. Moje starannie wyprostowane włosy przypominały teraz ptasie gniazdo, a szminka... cóż, zdecydowanie nie znajdowała się tam, gdzie powinna.

Gdy się doprowadzałam do porządku, moje myśli powędrowały do stosu umów o zachowaniu poufności w szufladzie mojego biurka – tych wszystkich kobiet, które stanęły na drodze Alarica Sterlinga.

„Przynajmniej nie musiałam pisać własnej umowy o poufności” – mruknęłam. Bycie osobistą asystentką Alarica oznaczało sprzątanie po jego ekscesach, zamawianie kwiatów i prezentów „przeprosinowych” dla korowodu modelek i celebrytek, które zostawiał za sobą. Ale Elowen? Tego imienia nie było w żadnych moich aktach.

Wygładziłam strój i sprawdziłam telefon – 22:27. Doktor pewnie jeszcze nie śpi. Przewinęłam kontakty, znajdując numer doktora Faulknera. Mój kciuk zawisł nad przyciskiem połączenia, podczas gdy chrapanie Alarica niosło się z sypialni.

„Doktorze Faulkner? Przepraszam, że niepokoję tak późno”. Mój głos był opanowany i profesjonalny. Jakbym przed chwilą nie przeżyła oszałamiającego seksu ze swoim szefem. „Tu Evelina Thorne, asystentka pana Sterlinga”.

„Co on znowu zmalował?” – westchnął doktor Faulkner.

„Wydaje się być w odmiennym stanie. Rozszerzone źrenice, nietypowe zachowanie. Zastałam go w takim stanie, gdy przyszłam zostawić pilne dokumenty”. Kłamstwo gładko przeszło mi przez gardło. Zbyt gładko.

„Narkotyki?”

„Możliwe. Teraz śpi, ale...”

„Będę za dwadzieścia minut”.

„Dziękuję, doktorze”. Zakończyłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni.

W sypialni Alaric leżał rozwalony na niezasłanym łóżku niczym upadły grecki posąg, w wygniecionym garniturze i z rozpiętymi spodniami.

„No dobrze. Pora sprawić, byś jakoś wyglądał”. Rozejrzałam się po pokoju. Stolik nocny przesunął się o pół metra w lewo. Dekoracyjny wazon chwiał się na krawędzi – jak my go nie stłukliśmy?

Podeszłam do śpiącego Alarica. „Ani mi się waż obudzić” – mruknęłam, sięgając do jego zamka. Palce mi drżały, gdy szybko wsuwałam jego koszulę i zapinałam spodnie. Pasek okazał się trudniejszy – przewlekanie go przez szlufki, gdy on był bezwładnym ciężarem, wymagało nie lada gimnastyki.

Jego głowa opadła na bok. „Mmm... Elowen...”

Zacisnęłam pasek z siłą większą niż to konieczne. „Ta, jasne. Elowen. Kimkolwiek ona jest”.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Cholera. Doktor Faulkner był przed czasem.

Pobiegłam wyprostować stolik nocny, spychając go na miejsce. Szybki rzut oka na pokój – nic więcej nie wydawało się podejrzane. Chwyciłam poduszkę i wsunęłam ją pod głowę Alarica, starając się, by wyglądało to tak, jakby po prostu uciął sobie drzemkę.

Doktor Faulkner wszedł pewnym krokiem z torbą lekarską w dłoni. „Dobry wieczór, panno Thorne”.

„Doktorze. Dziękuję za tak szybkie przybycie”. Wskazałam na Alarica. „Znalazłam go w tym stanie, gdy przyszłam dostarczyć pilne papiery”.

Lekarz ukląkł przy łóżku, sprawdzając puls Alarica. „Ma pani pojęcie, co mógł wziąć?”

„Żadnego. Wydawał się... nie sobą”. Niedopowiedzenie stulecia. „Rozszerzone źrenice, nieobliczalne zachowanie”.

Doktor Faulkner uniósł powieki Alarica, świecąc małą latarką. „Prawdopodobnie jakiś narkotyk imprezowy. Choć to nie w jego stylu, by brać samemu”.

„Powinnam wezwać ochronę? Jego kierowcę?”

„Nie trzeba. Zostanę, dopóki nie dojdzie do siebie”. Wyciągnął ciśnieniomierz. „Powinna pani iść do domu, panno Thorne. Ja się tym zajmę”.

Skinęłam głową, zabierając torebkę. „Oczywiście. Jeszcze raz dziękuję”.

Pospieszyłam do windy, a moje odbicie w metalowych drzwiach wyglądało niemal normalnie, nie licząc opuchniętych ust i wypieków na policzkach.

Nocne powietrze uderzyło mnie w twarz, gdy zatrzymywałam taksówkę, desperacko potrzebując wrócić do domu i wszystko przemyśleć.

„Dokąd?” – zapytał kierowca.

„Gdziekolwiek byle nie tutaj”. Złapałam jego zaniepokojone spojrzenie w lusterku wstecznym. „Przepraszam. Na róg 42 i 8, poproszę”.

Gdy światła miasta mazały się za oknem, zastanawiałam się, jak jutro spojrzę Alaricowi w oczy. Czy będzie coś pamiętał? I co ważniejsze – kim, do cholery, była Elowen?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki