~ Kaelen ~
„Co? Nie mamy wyboru. Musimy walczyć!” – ogłosił Xavier. „Jonas, zbierz wszystkich mężczyzn zdolnych do walki!”
Podczas gdy Xavier i Jonas mobilizowali ludzi, Kaelen stała nieruchomo, czując, jak serce wali jej w piersi. Trzymała dłoń na sercu, przerażona powodem ataku przeklętego alfy.
„Kaelen? Kaelen!” – dominujący głos Xaviera wyrwał ją z zamyślenia. Powiedział: „Będziesz tak po prostu stać? Potrzebuję cię teraz. Potrzebuję, żebyś walczyła u mojego boku!”
Była tak pogrążona w myślach, że nawet nie zauważyła, kiedy Xavier stanął przed nią i chwycił ją za ramiona. Xavier zasugerował: „Alfa Soren może czyhać na naszą Grupę Aquifer, na którą tak ciężko pracowaliśmy!”
Kaelen skinęła głową, ale nie była pewna, czy chce walczyć.
„Ja też będę walczyć!” – zaoferowała Daphne, co przywróciło Kaelen pełną świadomość. Kaelen i Xavier spojrzeli na Daphne ze zdziwieniem, bo brudzenie sobie rąk nie było w jej stylu.
„Nie, jesteś w ciąży” – zauważył Xavier. „Zostań tutaj w schronie. Chroń nasze dziecko”.
Xavier zerknął na Kaelen, rozkazując: „Idziemy, Kaelen”.
Xavier już ruszył biegiem, prowadząc wojowników na miejsce starcia. Jego cynamonowo-brązowy wilk zerknął na nią przez ramię i nadał przez więź: „Kaelen, idziesz?”
„Idę” – to było wszystko, co odpowiedziała telepatycznie.
„Luno Kaelen”. Adeline odciągnęła Kaelen od tłumu. Gdy były same, pokojówka przekazała przez więź: „To nasza szansa. Podczas gdy Alfa walczy, możemy uciec. Jego rozkaz alfy nie dosięgnie cię, gdy tylko przekroczymy kilometr poza granicę”.
Kaelen przełknęła ślinę. Myśl o ucieczce w chwili, gdy ludzie, których pokochała, byli atakowani, sprawiała, że czuła się jak zdrajczyni. Wahała się, ale raport Bety Jonasa rozbudził w niej Lunę.
„Co? Co powiedziałeś?” – Beta Jonas najwyraźniej rozmawiał z kimś, kto walczył na polu bitwy. Odwrócił się do Kaelen, mówiąc: „Luno, nasze wschodnie granice padły. Ponad pięćdziesięciu wojowników przeklętego alfy przeniknęło również tam! Pojmali kobiety i dzieci”.
„Zrozumiałam, Beto Jonasie” – odpowiedziała Kaelen. „Zajmę się wschodem”.
„Luno” – zawołała Adeline.
Kaelen jednak zwróciła się do niej przez więź: „Nie mogę, Addy. Wataha potrzebuje pomocy. Nie możemy ich tak po prostu zostawić. Będzie inna okazja”.
Adeline nie zdążyła odpowiedzieć, bo Kaelen natychmiast przemieniła się w wilka, rozrywając ubranie.
Kaelen miała szare futro z czarnymi pręgami na grzbiecie i białe na brzuchu. Jej rozmiar i szybkość sprawiały, że jej wilcza postać wyróżniała się najbardziej, więc reszta watahy łatwo ją rozpoznała.
Wojownicy biegnący z nią zawyli z pewnością siebie, wiedząc, że ich Luna jest przy nich.
Kiedy Kaelen dotarła do wschodniej granicy, ujrzała grupę kobiet i dzieci otoczoną przez gigantyczne wilkołaki. Było ich sześciu. Dwóch warczało i szczerzyło kły na zakładników, podczas gdy czterech pilnowało, by nikt nie przerwał kordonu.
Wokół nich było pięćdziesięciu nieznanych wilkołaków, wszyscy potężni i nieustraszeni, walczący z ich wojownikami. Sądząc po krzykach za drzewami i grzmocie łap uderzających o ziemię, nadciągało więcej wrogów.
Kaelen rzuciła się do walki. Skoczyła na wilkołaka, który walczył z jednym z gammów. Dzięki swojej szybkości i precyzyjnym ruchom powaliła przeciwnika i ugryzła go w nogę.
Przeskakując z jednego wroga na drugiego, Kaelen zdołała obalić czterech wojowników w pół godziny, co przyciągnęło uwagę okolicznych przeciwników.
Kaelen czuła na sobie ich wzrok. Bardzo szybko otoczyło ją pięciu rywalizujących wilkołaków, ale zachowała spokój. Wszyscy mieli wyszczerzone kły, a z pysków kapała im ślina z wściekłości.
„Ona jest moja”.
„Nie, moja”.
„Lubię wyzwania. Pozwólcie mi z nią walczyć”.
„Lubię zadziorne damy”.
Każdy z wilkołaków w tym kręgu chciał wypróbować jej umiejętności. Raz po raz warczeli i próbowali skoczyć w jej stronę. Nieoczekiwanie, głośny i autorytatywny ton rzucił: „Nie, ja z nią powalczę!”
Kimkolwiek był ten, kto to powiedział, Kaelen zauważyła, że cała piątka się wycofała. Jeden z wrogich wojowników spojrzał to na Kaelen, to na tego mężczyznę, po czym syknął i zostawił ją w spokoju.
Podczas gdy walka wokół Kaelen trwała w najlepsze, ona odwróciła się w stronę głosu, który odpędził wilkołaki. Zdziwiło ją, że mężczyzna nie przemienił się w wilka. Zamiast tego stał dumnie w brązowej zbroi napierśnej. Jego postawa była tak narzucająca, że Kaelen poczuła się zagrożona samym jego wyglądem. Miał też brązową maskę zakrywającą twarz. Jego włosy były długie, a on szedł powoli w jej kierunku, jakby był panem czasu.
Kiedy zamaskowany mężczyzna zbliżył się do Kaelen, powietrze wypełnił wyraźny i pierwotny zapach. Była to odurzająca mieszanka dzikich, nieokiełznanych elementów. Pachniał głębokim, ziemistym piżmem z nutą opadłych liści.
Kaelen była pewna, że ten człowiek jest wysokiej rangi wilkołakiem, a on zamierzał z nią walczyć? W ludzkiej postaci? Pomyślała: „Czy on ma życzenie śmierci?”
„O co chodzi? Już się mnie boisz?” – zapytał tajemniczy mężczyzna niskim głosem.
Kaelen zmrużyła oczy i warknęła. Potem ruszyła do przodu, skacząc z miejsca, w którym stała, mając nadzieję na szybkie pokonanie przeciwnika. Ku jej przerażeniu, mężczyzna był niesamowicie szybki w ludzkiej formie!
Kaelen zaczęła atakować bez opamiętania. Uderzała pazurami i próbowała go ugryźć, ale wszystkie jej wysiłki poszły na marne. Mężczyzna unikał każdego ciosu. Kaelen spróbowała walczyć w ludzkiej formie. Kiedy udało jej się uderzyć go w twarz, to ona poczuła ból.
„Chrzanić tę twoją maskę!” – warknęła Kaelen. „Jesteś tchórzem, chowasz się za zbroją! Walcz jak mężczyzna!”
To prawdopodobnie uderzyło w jego ego, bo mężczyzna zaczął oddawać ciosy bez zahamowań. Uderzył ją, chwycił za ramiona i przewrócił. Potem szybko przygwoździł ją do ziemi, jakby była lekka jak piórko.
Kaelen nie mogła uwierzyć w to, co się właśnie stało! Jej serce waliło o żebra i po raz pierwszy ulękła się wyniku tej walki. Próbowała się wyrwać, ale mężczyzna był o wiele silniejszy. Krzyczała o pomoc, ale nikt nie przybył.
„Jesteś gotowa na śmierć?” – zapytał mężczyzna, znajdując się nad nią. „Czy ty w ogóle wiesz, z kim walczysz? Głupia kobieto!”
W chwili gdy Kaelen się szamotała, zobaczyła Daphne nadbiegającą w jej stronę. Powiedziała: „Pomogę ci, Luno Kaelen!”
Niestety dla Daphne, rywalizujący wilkołak ją dostrzegł. Wróg szybko powalił ją na ziemię, a Daphne zaczęła krwawić! Wrzasnęła: „Ratunku! Xavierze, pomóż!”
O dziwo, Xavier nie był daleko. Pojawił się znikąd w swojej wilczej postaci, kipiąc wściekłością. Xavier z łatwością zabił wilkołaka, który zaatakował Daphne.
Podczas gdy Kaelen obserwowała rozwój wypadków, mężczyzna, który ją przytrzymywał, przesunął pazurem po jej szyi. Ochrypłym głosem zasugerował: „Czas umierać”.
„Nie!” – Kaelen spojrzała na Xaviera i również zawołała o pomoc: „Xavierze! Proszę, pomóż mi! Pomóż mi!”
Kaelen zobaczyła, jak Xavier ją ignoruje. Biorąc Daphne na ręce, Xavier przekazał Kaelen przez więź: „Dlaczego miałbym cię ratować, skoro to ty wywołałaś Daphne, żeby ci pomogła? Wiedziałaś, że jest w ciąży! Zrobiłaś to celowo, żeby skrzywdzić ją i nasze dziecko! Nie sądziłem, że możesz być tak okrutna, Kaelen!”
„Co?” – zaprotestowała Kaelen. „Niczego takiego nie zrobiłam! Cokolwiek powiedziała, kłamie! Pomóż mi!”
Gdy Kaelen wzywała pomocy, mężczyzna usiadł na jej plecach, wgniatając jej klatkę piersiową w ziemię. Całe jej ciało bolało pod jego ciężarem. Następnie mężczyzna pociągnął ją za włosy, zmuszając do uniesienia głowy, wbił pazur głębiej w skórę i zrobił niewielkie nacięcie.
„To twój koniec, najdroższa Luno” – podsumował mężczyzna. „Pożegnaj się!”
„Xavierze, proszę!” – w tym momencie Kaelen wykrzyczała swoje myśli. „Jeśli mi nie wierzysz, trudno! Ale przynajmniej pomóż mi przez wzgląd na to, że kiedyś mnie kochałeś! Wciąż jestem twoją żoną!”
Niestety dla Kaelen, Xavier wolał uciec z Daphne. Kaelen zobaczyła, jak Daphne się uśmiecha. Spojrzała na nią złośliwie, jakby wygrała bitwę. W jednej chwili Kaelen zrozumiała, że to kolejna intryga Daphne, by się jej pozbyć.
„Aaaach!” – w jej sercu znów wezbrała wściekłość na widok Xaviera porzucającego ją z powodu kłamstw Daphne.
„Hahaha!” – nagle mężczyzna za nią roześmiał się, jakby z niej kpił! Dopiero wtedy do Kaelen dotarło, że pozwolił jej obejrzeć całą tę scenę. Nie zabił jej. Chciał, by była świadkiem porzucenia przez męża, ale dlaczego?
Atak na Watahę Północnego Księżyca trwał godzinami. Kaelen słyszała tylko płacz i krzyki przerażenia swoich ludzi. Czuła, jak wielu ich wojowników traci więź z watahą, co oznaczało, że stracili życie.
Żal pożerał Kaelen, ale nie mogła nic zrobić. Tak jak oni, była teraz więźniem przeklętego alfy. Mogła tylko mieć nadzieję, że przeklęty alfa jej nie rozpozna.
Kaelen nadal leżała twarzą do ziemi, ale teraz miała srebrne kajdany i łańcuchy wokół tułowia. Mężczyzna wciąż na niej siedział, jakby była kanapą, i niech to szlag, był ciężki.
W końcu, dwie godziny przed zachodem słońca, atak dobiegł końca. Przeciwnicy chełpili się podbojem słowami i śmiechem.
Inny potężny mężczyzna podszedł w stronę Kaelen. Miał rude włosy i bliznę na czole schodzącą ku prawemu oku. Stanął przed mężczyzną, który wciąż siedział na Kaelen, i powiedział: „Alfo, zebraliśmy już wszystkich więźniów przed domem watahy. Czekamy na ciebie”.
Oczy Kaelen rozszerzyły się. Wymamrotała pod nosem: „Alfa?”
Kiedy mężczyzna z niej zszedł, Kaelen przekręciła się na plecy. Natychmiast napotkała te niebieskie orbity pod brązową maską. Drżąc, Kaelen zapytała: „Czy... czy ty jesteś przeklętym alfą?”
Zamaskowany mężczyzna parsknął i leniwie odpowiedział: „We własnej osobie”.






