Z perspektywy narratora
Pazury Anastasii leniwie stukały o kryształowy wazon, gdy poprawiała księżycowobiałe kwiaty, odmawiając podniesienia wzroku. Słabe światło latarni w rodowej sali Silvercrest migotało na jej twarzy, rzucając na stół długie cienie przypominające kły.
– Spokojnie – mruknęła w końcu, a jej głos był cienki i ostry jak cierń. – On nie jest martwy. Zabicie wilka na miejscu to nic






