Z perspektywy trzeciej osoby
Lotnisko tętniło życiem, a w powietrzu unosiły się zmieszane zapachy nieznanych stad.
Ophelia stanęła na palcach, przeszukując wzrokiem tłum, podczas gdy wilki i ludzie mijali ją w ciągłym strumieniu.
– Ophelia!
Jasny, nieustraszony głos przebił się przez hałas, a zaraz po nim nastąpił miażdżący uścisk. Cassandra wpadła niczym podmuch wiatru z północnych pasm górskich,






