— O co mu chodzi?
— Kto wie?
Ludzie wyciągali szyje, by spojrzeć w stronę Kennetha.
Wkrótce jeden z mężczyzn w pociągu podszedł i złapał Kennetha. — To mój znajomy z wioski. Pijany jest i gada głupoty.
Mówiąc to, uderzył Kennetha pięścią w brzuch. — Co z tobą nie tak? — syknął cicho.
— Ezra, ja... — Kenneth chciał coś powiedzieć, ale wtedy ujrzał bladego niemowlaka uczepionego jego ramienia, który






