Twarz kobiety wykrzywiła się w coś groteskowego, gdy ból rozdzierał jej brzuch. – Ty... śmiesz mnie zabić? – wychrypiała łamiącym się głosem, drżącym z czystego przerażenia.
Szerokie, ciemne oczy Carmen zamrugały niewinnie, niemal jak u sarny. Przez jedną ulotną sekundę wyglądała jak nieszkodliwa dziewczyna bawiąca się w bunt – krucha, nieszkodliwa, królik drżący w wilczym legowisku.
– Tak – odpow






