Rue nie spodziewał się tego – ten mężczyzna, który niegdyś traktował go jak skarb, miał teraz kogoś innego. Co miał począć?
W samochodzie Dickson zapytał:
– Wychodzisz tak wcześnie? Czy to w porządku?
– Idą pośpiewać, a ja nie miałem ochoty – odpowiedział Polinski.
Zawahał się, ale nie wspomniał o Rue. Dla niego nie było po temu powodu. To, co kiedyś ich łączyło, dawno przeminęło.
Skoro Polinski w






