LUCAN.
Moje dłonie pozostawały nieruchomo na plecach Patrei, mimo że chciałem, by błądziły po całym jej ciele. Nie mogłem ryzykować, że zepsuję ten moment. Całowała mnie agresywnie, a ja się tym napawałem.
Byłem całowany i wielbiony przez wiele samic — nigdy nie zdołałbym zliczyć, ilu ust kosztowałem — ale pocałunek, który mi dawała, był czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem, i chciałem g






