*Elie*
Las nie spał.
Każdy szelest był głośniejszy niż powinien, każda gałązka pękająca pod stopami brzmiała jak ostrzeżenie. Szliśmy od zmierzchu, trzymając się zwierzęcych ścieżek i przedzierając przez zarośla, aż rozbolały mnie łydki, ale nikt nie narzekał. Cisza między nami była cięższa niż słowa.
Kael szedł przede mną, jego szerokie ramiona były napięte, każda linia jego ciała zdradzała czujn






