*Elie*
Krew.
To było wszystko, co czułam, gdy w lesie w końcu zapadła cisza. To nie był ostry, miedziany zapach zadrapania czy skaleczenia — był gęsty i duszny, aż wywracało mi się w żołądku. Vada leżała bezwładnie na ziemi, Zhara przyciskała dłonie do jej żeber, a Jaxon kucał obok z przedramionami umazanymi czerwienią. Jej koszula została rozcięta, a każdemu płytkiemu uniesieniu klatki piersiowej






