Kael
Na grzbiecie wzgórza wciąż unosił się zapach krwi.
Nie świeży, nie ostry, lecz jego echo trwało w glebie i powietrzu, przypominając nam o cenie pobytu tutaj. Vada leżała owinięta w płaszcz, jej twarz była blada, ale wyglądała na silniejszą niż ostatniej nocy.
Zhara spędziła połowę nocy, wlewając jej do gardła leczniczy wywar, podczas gdy Jaxon i ja na zmianę sprawdzaliśmy obrzeża obozowiska.






