*Kael*
— Dobierzcie się w pary.
Głos Valeriusa poniósł się po polu niczym trzaśnięcie bicza. Jego ton nie znosił sprzeciwu, co zapewne było powodem, dla którego nikt nie śmiał protestować — poza Vadą, która mruknęła coś o jego wyczuciu czasu i udawała, że przeciąga się dłużej, niż to konieczne.
Poranne światło było ostre, przebijając się przez mgłę, która wciąż trzymała się ziemi. Powietrze pachni






