Kael
Świat się rozpadał.
Pierwszy wstrząs uderzył niczym grzmot pod skórą, zwalając mnie z nóg, zanim zdążyłem się przygotować. Dziedziniec pękł dokładnie na środku, a poszarpana blizna stopionego światła przecięła kamień i ziemię. Samo powietrze wrzeszczało — wiatr wciągał wszystko do środka, zasysając oddech i gruzy w stronę szczeliny, która płonęła w samym sercu.
— Cofnąć się! — głos Valeriusa






