Sebastian
Trzy tygodnie później
Ledwo jestem w stanie powstrzymać mojego wilka. Chce przyciągnąć tu Victorię siłą, naznaczyć i ukarać. Minęły trzy tygodnie, a mój wilk staje się skrajnie niespokojny. Nie jestem pewien, jak długo jeszcze zdołam go powstrzymać przed wytropieniem jej.
To się nigdy nie miało wydarzyć. Mieliśmy ją znaleźć w klubie, zdobyć prowokacyjne zdjęcia, które mógłbym wykorzystać do szantażowania jej ojca lub zniszczenia go, gdyby nie zgodził się na moje żądania. Zamiast tego dowiedziałem się, że jego córka jest moją przeznaczoną, a Kael jej pragnął.
– Chyba nadal za nią nie tęsknisz, co? – pyta mnie Elias, mój Beta, opadając na kanapę obok moich stóp.
Kolejny raz straciłem poczucie czasu. Jak długo gapiłem się na żyrandol na suficie? Prawdopodobnie od dłuższego czasu, bo bolą mnie oczy. Patrzę, jak Elias poprawia spinki do mankietów, i przypominam sobie, że mieliśmy spotkać się z deweloperem na drugim końcu miasta, by omówić plany.
– Sebastian! – woła Elias, pstrykając palcami przed moją twarzą. – Weź się w garść – rzuca, a ja siadam. – Co z naszymi planami? Od początku to był twój pomysł. Znaleźć ją. Zrobić kilka skandalicznych zdjęć. Zniszczyć jej ojca i wyrzucić go z rady. Powinieneś się radować, że cię odrzuciła – mówi, klepiąc mnie po nodze.
Na jego słowa Kael warczy w mojej głowie.
– To nie tak. Jestem po prostu wkurwiony, że mnie ubiegła – warczę, zirytowany faktem, że mnie odrzuciła, a potem, zamiast ją też odrzucić i to zaakceptować, mój cholerny wilk przejął kontrolę i zdecydował, że ją zatrzymujemy. Kręcę głową na to wspomnienie. Teraz więź jest zerwana tylko z jej strony, nie z mojej.
– Nie potrafisz tego doprowadzić do końca, prawda? – mówi Elias, odgarniając z oczu swoje popielatoblond włosy i przypatrując mi się.
Wypuszczam powietrze z płuc i zaciskam wargi w wąską linię. Jeśli ją znajdę i odrzucę, Kael oszaleje i wpadnie w kolejny morderczy szał. Ostatni i tak było wystarczająco trudno zatuszować.
– Było w porządku, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że jest moją przeznaczoną – mruczę.
Elias opiera głowę do tyłu, wpatrując się w sufit. – Skoro nie chcesz tego robić, to w porządku. Ale przynajmniej do niej zadzwoń i przestań się nad sobą użalać z jej powodu. Jeśli jej pragniesz, po prostu po nią idź. Nie oceniam!
Wzdycham.
– Serio, stary, po prostu do niej zadzwoń. Wtedy przynajmniej będziesz mógł zdecydować, czy ją odrzucić, czy nie. – Wzrusza ramionami, wstając i kierując się do drzwi.
Patrzę, jak wychodzi, po czym wyciągam telefon z kieszeni i przewijam kontakty. Dzwonię pod numer, który dostałem, dzwoniąc po ludziach po pijaku tamtej nocy.
Naciskając przycisk połączenia, słucham, jak dzwoni kilka razy, zanim jej ojciec odbiera. Zatrzymuję się, zerkając na ekran i sprawdzając dwa razy, czy zamiast tego nie zadzwoniłem pod jego numer. Nie, to na pewno był jej.
– Muszę porozmawiać z Victorią – mówię mu, starając się utrzymać lekki ton.
– Kto mówi? – żąda odpowiedzi Dominic.
Przewracam oczami na jego gniewny ton; ten człowiek to nieznośny kutas.
– Alfa Sebastian, Dominicu. A teraz daj córkę do telefonu – rzucam gwałtownie.
– Nie masz żadnego powodu, żeby dzwonić do mojej córki. Czego chcesz? – pyta ze złością. – Odpowiedz mi. Moja córka nie ma żadnych praw do mojego stada. Jeśli myślisz, że zdołasz namówić ją, by przekonała mnie do zmiany zdania, mogę cię zapewnić, że moja córka nienawidzi cię równie mocno, jak ja.
– Gdzie jest Victoria, Dominicu? – pytam, już nim znudzony.
– Trzymaj się z dala od mojej córki, do kurwy nędzy!
– Nie da rady, Dominicu. Victoria jest moją przeznaczoną. Więc kiedy moja przeznaczona wróci do domu, powiedz jej, żeby do mnie zadzwoniła – mówię, po czym rozłączam się. Z wściekłością wpatruję się w ekran telefonu, a potem przewracam oczami, słysząc ruch przy drzwiach.
– Skończyłeś już podsłuchiwać? – pytam Eliasa.
– Myślisz, że to było mądre, tak rozmawiać z jej ojcem? – dopytuje, a ja pocieram oczy.
Ledwie spałem od czasu, gdy mnie odrzuciła. Prawdę mówiąc, rzadko opuszczałem cholerny dom stada, martwiąc się, że Kael ją wytropi i rozpęta wojnę między naszymi stadami.
– Jeśli nie zadzwoni do wieczora albo mnie nie znajdzie, upublicznimy wideo i zdjęcia, które ci wysłałem – mówię mu.
Kael warczy w mojej głowie na samą myśl o tym, że inni mogliby zobaczyć ją nagą i bezbronną. – Chcesz ją odzyskać? – pytam Kaela. Mój wilk wciąż warczy, a Elias patrzy na mnie z niepokojem, czując, jak moja aura wybucha wokół mnie, gdy próbuję uspokoić mojego wilka.
– Dałeś jej szansę. Jeśli nie oddzwoni, upublicznimy je, Kael. Wtedy wróci. Victoria nie będzie miała dokąd pójść – mówię mu, a on przestaje na mnie warczeć.
– Jesteś pewien? – pyta Elias.
Wstaję, podchodzę do odległego kąta pokoju w stronę barku, chwytam szklankę i butelkę whiskey. Unoszę butelkę w stronę Eliasa, a on kiwa głową, opadając z powrotem na kanapę. Biorę drugą szklankę, nalewając nam obu drinka.
– Jeśli nie zadzwoni, zrealizujemy nasze pierwotne plany – mówię mu. Ma jeszcze jedną szansę na naprawienie swojego błędu, albo sprawię, że pożałuje, iż mnie odrzuciła.
– Upublicznisz te zdjęcia, to ją zniszczy. Nie sądzę, by to był zwycięski ruch, za jaki go uważasz, Alfo – mówi mi Elias, a ja popijam drinka, obserwując go znad krawędzi szklanki.
– Miała swoją szansę – odpowiadam, a on potakuje, zaciskając usta w wąską linię. Znam jej ojca i wiem, że ją wygna. Żadne stado nie odważy się jej przygarnąć; Alfa Dominic jest prominentną postacią i ma drugie co do wielkości stado w tym mieście.
To będzie potężny cios dla jego reputacji. Cios, który – jak wiem – sprawi, że zostanie usunięty z rady. Wystarczająco duży, by wywołać wojnę, jeśli będzie na tyle głupi, by rzucić mi wyzwanie. Ale mając to na uwadze, Victoria nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko przyjść do mnie, albo opuścić miasto.






