Szelest papierów budzi mnie ze snu. W pokoju panuje półmrok, jedynym źródłem światła jest lampka po stronie Sebastiana. Przewracam się na bok – Sebastian ma na łóżku stosy dokumentów, a ich część rozrzucona jest na jego kolanach.
„Co robisz?” – ziewam, przeciągając się.
„Dokumenty stada, przeglądam też umowy traktatowe” – odpowiada, ale jego brwi marszczą się z zdezorientowaniem.
„O co chodzi?” –






