Słyszę trzask jego pękających kości, gdy uwalnia się i zaczyna odwiązywać więzy na nogach, a wtedy dociera do mnie dźwięk powracających kroków.
Soyer patrzy na mnie w panice, a ja pędem wracam na swoje miejsce. Tym razem to Ozyrys zostaje rzucony na ziemię, a ja wstrzymuję oddech, obserwując twarz Sebastiana blisko moich stóp, gdy Soyer się odzywa.
– Wody, proszę – dusi się Soyer. Cane mruczy coś






