VAE – Dwadzieścia trzy lata.
Moje dłonie były lepkie od potu, gdy wpatrywałam się w wejście chyba po raz setny.
Dreszcz przebiegł mi po plecach, ale nie od chłodnej bryzy wdzierającej się na taras na dachu, gdzie siedziałam. To był ten cichy głosik w mojej głowie, drwiący ze mnie, że to skończy się tak, jak za każdym innym razem.
Pot spływał mi po szyi mimo rześkiego, listopadowego powietrza. Moje palce bębniły nierówny rytm o krawędź stołu — to była jedyna rzecz, która pozwalała mi zachować spokój, gdy lęk skradał się do mnie niczym nieproszony gość.
Telefon zawibrował obok mnie. Westchnęłam, sięgnęłam po niego i przeczytałam wiadomość od Seraphine.
Seraphine: Hej, mała. Jak leci? Tylko nie mów, że już się całujecie!
Smutny uśmiech wykrzywił kąciki moich ust, gdy odpisywałam.
Ja: Cóż, zdecydowanie się całujemy. Tutaj, w mojej wyobraźni. Jesteśmy parą idealną.
Tym razem odpowiedź zajęła jej więcej czasu i mogłam sobie wyobrazić, że te wieści ją poruszyły.
Seraphine: Ooo, rozumiem! Czyli to ten typ — tajemniczy, niewidzialny, być może urojony. Zdecydowanie warto go zatrzymać!
Zaśmiałam się, a ciężar w mojej piersi nieco zelżał. Cóż, ona zdecydowanie wiedziała, jak poprawić nastrój w złej sytuacji.
Kolejna wibracja.
Seraphine: Wytrzymaj jeszcze chwilę, kochanie. Na pewno utknął w korku albo coś w tym stylu.
Przewróciłam oczami.
Ja: Ostatnim razem mówiłaś, że poprzedniemu facetowi pewnie zginął portfel i szuka go w popłochu. A teraz to?
Seraphine: Cóż, tym razem mogę mieć rację. Po prostu jeszcze poczekaj, okej?
Westchnęłam znużona, odłożyłam telefon i znów spojrzałam na wejście. Wciąż ani śladu.
Postanowiłam jednak posłuchać rady Seraphine i jeszcze trochę poczekać.
Seraphine była moją adoptowaną siostrą. Byłam od niej o osiem miesięcy starsza, a nawiązanie więzi było dziecinnie proste, bo była osobą niezwykle zabawną i pełną życia.
Mama i tata sprowadzili ją dwa lata po tym, jak „on” odszedł. Po tym strasznym incydencie, który pozostawił u mnie traumę na bardzo długi czas.
Wspomnienia tamtego okropnego dnia zalały mój umysł. W końcu potwór zniknął po pobiciu Jace'a do nieprzytomności. Wezwałam pomoc i na szczęście Jace przeżył dzięki interwencji lekarzy. Ale zaczął trzymać się ode mnie z daleka i przestał być moim przyjacielem.
To była strata, która uderzyła głęboko i sprawiła, że płakałam przez wiele tygodni. To także sprawiło, że znienawidziłam potwora, który był moim bratem, i miałam nadzieję, że nigdy więcej go nie zobaczę.
Nigdy nie wrócił do domu, a minęło już szesnaście lat. Wciąż nie było o nim żadnych wieści. Szczerze miałam nadzieję, że tak pozostanie.
Zerknęłam na zegarek na nadgarstku. 20:15.
Umówiliśmy się na siódmą, a ja wciąż tu siedziałam, mając za jedyne towarzystwo pół kieliszka wina.
Zrezygnowana, skinęłam na kelnera, uregulowałam rachunek i wyszłam.
Ciężar niczym kamień osiadł w mojej piersi, gdy szłam cichą ulicą prowadzącą do domu. Byłam wdzięczna, że tym razem wybrałam miejsce blisko mojego mieszkania, więc nie musiałam użerać się z szukaniem taksówki.
Chłód wieczornej bryzy muskał moją twarz, ale niewiele pomagał na palące upokorzenie w moim sercu.
Zawsze tak jest. Nigdy nie mam szczęścia.
W połowie ulicy to uczucie wróciło — zimne kłucie rozchodzące się po skórze, sprawiające, że włoski na moich ramionach stanęły dęba.
Odwróciłam się szybko, mając nadzieję kogoś zobaczyć, ale napotkałam tylko rzędy zaparkowanych samochodów i zacienione domy wzdłuż ulicy.
Nikogo nie było — jak zawsze.
Lekki grymas przeciął moje brwi.
Ktoś mnie obserwował.
Od dłuższego czasu miewałam to przeczucie. Ale za każdym razem, gdy się odwracałam, nikogo nie znajdowałam. Mimo to nie mogłam pozbyć się instynktu mówiącego mi, że ktoś tu jest i ma mnie na oku.
.....
Miałam właśnie zeskanować odcisk palca na zamku drzwi, gdy te otworzyły się, ukazując Seraphine z jej rudymi włosami opadającymi na ramiona. Musiała mnie dostrzec przez okno.
Przez jej twarz przebiegła fala emocji, by ostatecznie ustąpić miejsca smutkowi. Moja ponura mina już jej powiedziała, że jak zwykle skończyło się to katastrofą.
Odebrało jej mowę. Wzruszyłam ramionami, mijając ją i wchodząc do ciepłego mieszkania, które dzieliłyśmy.
— Vae... — zaczęła. Usłyszałam, jak zamyka drzwi.
— Poważnie, Sera, jest w porządku — przerwałam jej. — Rozumiem to. Pewnie był już w drodze, kiedy spotkał kobietę ładniejszą ode mnie i postanowił spędzić z nią trochę czasu. — Mówiłam od niechcenia, schylając się, by rozpiąć dżinsowe sandały na środku salonu.
Czułam na plecach gniewne spojrzenie Seraphine. — Nawet nie waż się... —
— Albo może przemyślał sprawę i pewnie walnął się w głowę za sam pomysł zaproszenia mnie na kolację. Po co miałby marnować czas z kimś takim jak ja? — Przekrzyczałam ją, wciąż na nią nie patrząc, gdy kończyłam z sandałami.
— Vae! Powiedziałam, przestań! — warknęła, podchodząc i stając przede mną.
Stałam boso z sandałami w dłoniach, przewracając oczami i przygotowując się na jej kazanie. To była już praktycznie tradycja.
— Mówiłam ci — jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałam. I nie mówię tego dlatego, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką, siostrą czy kimkolwiek. Mówię to, bo to prawda. Znasz mnie, Vae; nie owijam w bawełnę, żeby komuś sprawić przyjemność.
Cóż, to była prawda. Jeśli znałam kogoś brutalnie szczerego, to właśnie Seraphine.
Nie była pierwszą osobą, która mówiła mi, że jestem piękna.
Dorastając, cieszyłam się dużym zainteresowaniem obu płci, ale z jakiegoś dziwnego powodu nigdy nie prowadziło to do niczego dobrego. Chłopcy, którzy wykazywali mną zainteresowanie, zawsze ostatecznie stawali się zdystansowani. Czasem po prostu znikali, a kiedy zdarzyło mi się spotkać kilku innych, ignorowali mnie, jakbym dla nich nigdy nie istniała.
To było łamiące serce i mimo moich dobrych cech, byłam zmuszona wierzyć, że nie jestem wystarczająco dobra dla nikogo. Może nie byłam tak ładna, jak myślałam.
Seraphine kontynuowała, mówiąc o pewności siebie, poczuciu wartości, mojej urodzie, bla bla bla. Słyszałam to kazanie tysiąc razy i byłam pewna, że dostałabym szóstkę, gdyby istniał z tego egzamin.
— Wiem — powiedziałam z wyczerpaniem, gdy Seraphine skończyła. — Po prostu bycie dziewicą w wieku dwudziestu trzech lat jest beznadziejne, wiesz?
— Rozumiem... Ale wiesz, że mogłybyśmy po prostu znaleźć ci jakiegoś przystojniaka na jedną noc, prawda?
Pokręciłam głową.
Moje oczy spoczęły na jej laptopie. Posłałam jej pełne rozczarowania spojrzenie, gdy zobaczyłam treść na ekranie.
— Poważnie? Nadal o nim czytasz? — Uniosłam brew.
— Co jest złego w czytaniu o nim? Wszyscy to robią! — Przewróciła oczami, jakbym to ja była tą dziwną.
— Sera, ten facet jest niebezpieczny, to morderca i psychopata! Niczym nie różni się od ludzi, na których poluje.
— Nikt nie kwestionuje faktu, że jest niebezpieczny, ale to... Nihilus, rozumiesz? Trudno się w nim nie zadurzyć.
Nadal nie rozumiałam, jak można czuć coś do kogoś takiego jak on.
Nikt nawet nie wiedział, kim jest. Był jak cień, który nieustannie siał spustoszenie wśród swoich wrogów.
Z tego, co wywnioskowałam, nazwał się Nihilus, ponieważ był znany z braku uczuć. Torturował i zabijał bez litości, i to zabawne, jak po tych wszystkich latach wciąż był na szczycie.
Samodzielnie osłabił ogniwa Nether-Network — świata pełnego złych ludzi, którzy robili złe rzeczy. Zabił i zmusił do ucieczki wielu liderów. Szanowałabym go za to, gdybym uważała, że robi to dla dobra innych. Jeśli o mnie chodzi, powiedziałabym, że po prostu próbuje zaspokoić swoje ego i ogłosić się królem świata.
Nikt nie wiedział, jak wygląda, ale mnóstwo ludzi go znało i się go bało. I szczerze, mam nadzieję, że nigdy go nie spotkam.
Zresztą, po co miałabym? Ludzie tacy jak ja i tak nigdy nie spotykają kogoś takiego jak on.
— Co chciałabyś zjeść? Upiekłam paszteciki rybne! — krzyknęła Seraphine za mną, gdy ruszyłam w stronę schodów.
— Twoje paszteciki są okropne. — Nie odwróciłam się już, wchodząc po schodach do swojego pokoju.
Ze znużeniem rzuciłam sandały na podłogę, cisnęłam torebką, celując w łóżko, ale wylądowała na dywanie. Zignorowałam to, zdjęłam resztę ubrań i poszłam do łazienki.
To jednak bolało — fakt, że nie byłam zakochana. Że nawet nie wiedziałam, jak to jest.
Przez całe życie pragnęłam kochać i być kochaną z pasją. To był powód, dla którego wciąż byłam dziewicą. Nie chciałam angażować się w przypadkowe, pozbawione emocji przygody na jedną noc jak Seraphine i reszta. Chciałam oddać swoje ciało właściwemu mężczyźnie, w odpowiednich okolicznościach, wiedząc doskonale, że mnie kocha.
Chciałam, aby mój pierwszy raz był epicki i romantyczny. Zawsze marzyłam o udanym życiu uczuciowym. Ale teraz zaczynałam rozważać radę Seraphine i pójście na układ na jedną noc.
Bycie dziewicą w wieku dwudziestu trzech lat było wyczerpujące. Miałam już zbyt wiele wyobrażeń, a moje podniecenie stawało się coraz trudniejsze do opanowania.
Nie byłam pewna, czy dam radę dłużej czekać. Być może prawdziwa miłość po prostu nie była mi pisana.






