Everly poczuła, jak Desmond obok niej sztywnieje, a jego dłoń mocniej zaciska się na jej dłoni.
— Dziecko — powiedziała Nora głosem ledwie wyższym od szeptu. — To, które moja matka kazała zabić... ono żyje.
Słowa zawisły w powietrzu, jakby wyssały tlen z płuc Everly. Żyje? Jak to możliwe? Opłakiwała to dziecko, przez miesiące dźwigała miażdżący ciężar żalu po jego stracie.
— Co ty mówisz? — zapyta






