Telefon Sloane zabzyczał na biurku, wibrując na lśniącej mahoniowej powierzchni. Numer na ekranie potwierdził, że to jeden z jej ludzi. Odebrała z ostrym tonem w głosie.
— Mów.
— Proszę pani, Carys została zauważona przy wejściu do hotelu. Na pewno jest teraz z Alaricem.
Powolny, złośliwy uśmiech rozlał się na jej twarzy. — Pozostańcie w gotowości — rozkazała. — Ja się tym zajmę. Nie interweniujci






