Trzy miesiące. To nie brzmi jak długo, gdy mówi się to na głos, ale stanie tutaj, na prywatnym terminalu, czekając, aż drzwi odrzutowca się otworzą, wydaje się wiecznością.
Przenoszę ciężar ciała z nogi na nogę chyba po raz setny, wsuwam dłonie do kieszeni, by sekundę później znów je wyjąć. Zazwyczaj nie bywam taki niespokojny. Nie krążę w kółko. Nie czekam, zastanawiając się, co powiedzieć albo






