MOŻNA śmiało powiedzieć, że Viktor Mordrake nie zabrał mnie do swojej sali tortur. Ani do lochu. Choć jestem niemal pewna, że takowy posiada. Kiedy wypuścił mnie ze swojej prywatnej komnaty, spodziewałam się widoku przemocy, brutalności, a nawet rozlewu krwi, lecz ku mojemu zaskoczeniu, dom wcale tak nie wyglądał.
Prawdę mówiąc, odważyłabym się stwierdzić, że jego posiadłość przypomina mój własny






