***Hazel***
"O mój Boże, wreszcie bierzemy ślub." Te słowa wyrwały mi się, zanim zdążyłam je powstrzymać.
Victor zerknął na mnie z fotela kierowcy, trzymając jedną dłoń luźno na kierownicy, a drugą sięgając przez konsolę, by splatać swoje palce z moimi.
Jego kciuk przesuwał się po moich knykciach w powolnych, nieobecnych okręgach. "Tak, maleńka" - powiedział po prostu.
Miasto przemykało za okne






