***Hazel***
***Później tego samego dnia…***
Staliśmy na podjeździe, wpatrując się w dom, i coś we mnie po prostu... go odrzucało.
To nie było dramatyczne. Nie zalała mnie nagła fala grozy, nie poczułam żadnego ostrego, instynktownego alarmu. Po prostu cichy, uparty opór, który rozkwitał w mojej piersi jak kwiat odmawiający otwarcia swoich płatków.
Silne i stanowcze „nie”. Nie podobało mi się tu.
D






