Noah był siłą natury, jego długie kroki połykały podwórko, gdy zbierał kolejne szczenięta w ramiona. Najmłodszy, Henry, uczepił się go, małe paluszki wbiły się w jego koszulę, a ich szeroko otwarte oczy utkwione były w koszmarze, który rozgrywał się wokół nich. Wepchnął się przez drzwi sierocińca, wykrzykując Nannie rozkazy, by zabrała ich w głąb budynku, po czym bez wahania odwrócił się z powrote






