Kiedy muzyka ucichła, a ostatnie okruchy tortu zniknęły, Macey wciąż bzyczała energią, jakby mogła nią zasilić cały dom watahy. Jej tiara była krzywa, policzki lepkie od lukru, ale uśmiech nie przygasł ani na chwilę.
Kiedy w końcu dotarliśmy z powrotem do Podziemia, jej dłoń była mocno zaciśnięta w dłoni Envy, a jej małe stopy praktycznie przeskakiwały po czarnej kamiennej podłodze. Wlokłem się z






