Uniósł dłoń, a krąg powietrza kilka kroków dalej znieruchomiał i rozbłysnął jak wypolerowana moneta czekająca na stempel. „Przejście gotowe”, powiedział.
Noah ścisnął moje biodro, uziemiając mnie z powrotem w ciele. „Zrobimy dzieciom lunch tutaj, później”, powiedział, praktycznie jak modlitwa. „Utrzymamy normalność dnia tam, gdzie się da”.
„Normalność”, powtórzyłam, pozwalając, by to słowo oswoiło






