Korytarze zamku w Podziemiu ciągnęły się jak żyły obsydianu, pulsując słabo tym niskim szumem starożytnej mocy, która zawsze wydawała mi się domem. Macey szła u mojego boku, a jej buty klikały cicho na kamiennych posadzkach. Powietrze miało to słabe ciepło, ten rodzaj, który pochodził z rzek magmy płynących głęboko pod nami. Przeszliśmy przez wielką salę; migoczące światło pochodni dusz lśniło na






